Pin It

Od kilkunastu dni głównym tematem medialnym jest afera związana z systemem PRISM kontrolowanym przez rząd USA. Wszystko co napiszecie czy umieścicie w sieci jest nie tyle podsłuchiwane, co po prostu odczytywane z serwerów Google, Microsoftu czy innych korporacji technologicznych. Prasa, telewizja, portale prześcigają się w doniesieniach jak to jesteśmy inwigilowani i co zrobić aby stać się bardziej prywatnym w Internecie.

Otóż kochani moi – nie dajcie się zrobić w chuja. Prywatność w Internecie nie istniała, nie istnieje i istnieć nie będzie. Wasza prywatność jest tylko w Waszych rękach.

Po pierwsze – jeśli coś publikujecie w Internecie to robicie to sami. Chyba słusznie zakładam, że piszecie swoje statusy w portalach społecznościach samodzielnie, sami wysyłacie zdjęcia na Instagram, co więcej zakładam, że wiecie co wysyłacie i gdzie oraz przez kogo będzie to oglądane. Jeśli kręcicie gorące wakacyjne igraszki w pokoju hotelowym na Malediwach to raczej nie wysyłacie ich natychmiast wszystkim swoim „friends” i nie przechowujecie takich filmów na dysku sieciowym. Nie widziałem także nigdy numerów kont wraz z hasłami publikowanych dobrowolnie, czy pełnej listy Waszych haseł do wszystkich znanych stron www.

Po drugie – zastanówmy się nad motywem. Po co? Dlaczego agenci rządowi mieliby się przyglądać moim e-mailom lub temu co i kiedy przeglądam w sieci. Mam nadzieję, że dobrze się bawią patrząc na ściągane pornosy albo grę w łowienie rybek. Na pewno spodobały im się zdjęcia kuzynki z komunii przesyłane e-mailem albo zbiór porad „jak przywrócić komputer do życia” dla kumpla, któremu komputer kojarzy się wyłącznie z grami. W ogóle cała ta agencja musi mieć strasznie dużo wolnego czasu i zacięcie do erotycznych przygód jeśli weźmiemy, że według szacunków 1/3 (!) ruchu w Internecie generowana jest przez strony zawierające pornografię. Okej, okej, agencji mają większe zmartwienia i ruch porno jest odfiltrowany. Podobnie jak zbędne głupoty nie mające znaczenia dla agencji rządowej. I tu okazuje się, że większość tego, co potencjalnie mogliby przeglądać jest dla nich nieciekawa.
Zastanawiałem się co i po co byłoby przydatne rządowi z informacji jakie umieszczam w sieci, bądź z moich działań jakie w sieci są rejestrowane. Oto Arkadiusz Polak używa swojej karty by zapłacić za paczkę papieru toaletowego, 30 gramów pieczarek i opakowanie wafli w czekoladzie. Na pewno śledzą też moją drogę ze sklepu do domu, z domu do autobusu etc. Hej, w jego e-mailach jest świetny przepis na kurczaka w sosie paprykowym! Muszę być strasznie ważnym człowiekiem, skoro suczka sąsiadki mnie olała, za to przyglądają mi się rządowe agencje.

Trzy – jak uzyskujecie dostęp do Internetu? Bo ja korzystam z małej sieci osiedlowej kablówki dostarczanej nie przez tuzów telekomunikacji a lokalną firmę SiwyDym. Nad całą siecią, a więc także ruchem wychodzącym i przychodzącym pieczę trzyma jeden człowiek. I większą mam obawę, że to on z nudów podgląda co klienci przesyłają do/z sieci niż agencja NSA w USA. Przez pewien okres czasu pracowałem przy tworzeniu i administrowaniu kafejką internetową w czasach, gdy Internet w domu był luksusem poprzetykanym piskami modemów. Nie było problemem podglądać cały ruch, zbierać i archiwizować przesyłane dane. Pytanie tylko po co – ot chyba tylko z czystej ciekawości i braku zasady „nie interesuj się nie swoimi sprawami”.

I cztery – krzyk się podniósł bo ktoś zbiera i archiwizuje. Jakimś dziwnym trafem od lat nikt nie krzyczy, że internetowe reklamy pokrywają się z tym co klikamy wcześniej. Trzy dni temu szukałeś informacji o trwałym betonie, a dziś dostajesz reklamę hurtowni budowlanej. Na Facebooku masz status „wolny”, a z boku wyświetla się reklama portalu randkowego z informacją, że czekają samotnicy właśnie z Twojego miasta. Masz skrzynkę na Gmailu? Spróbuj wyszukać jakiegoś e-maila i zastanów się jak oni to robią – czyżby skanowali treść wiadomości w celu odnalezienia poszukiwanej frazy? Innymi słowy Google archiwizuje wiadomości, WIE co zamieszczasz w treści i jest w stanie w każdej chwili dokładnie te treści przeszukać. Twoja historia wyszukiwania jest zapisywana, analizowana i używana, aby polepszyć wyniki zapytań w przyszłości. Czym to się różni od działań Narodowej Agencji Bezpieczeństwa rządu USA?
Wchodząc na tę stronę i czytając ten wpis zostawiasz mi masę informacji włącznie z adresem IP Twojego komputera, systemem operacyjnym, rozdzielczością ekranu i całą masą innych szczegółów. Mając IP Twojego komputera mogę spróbować ustalić Twoją lokalizację w chwili gdy czytasz te słowa. Co więcej te same działania podejmują portale, które tak głośno dziś krzyczą o prywatności w sieci. Jebana hipokryzja. Nie rozumiem zatem dlaczego krzyk jest o to co dzieje się za oceanem, a nie tuż przed naszymi nosami.

Po piąte – sposobów na inwigilację i śledzenie jest cała masa. Jeśli uważacie, że oto media odkryły szpiegowski system PRISM i natychmiast wywołały słuszne poruszenie to ja pytam – gdzie wszyscy byli gdy latami działał system ECHELON lub pewnie cała masa innych systemów wywiadowczych o równie dziwnych nazwach pisanych DUŻYMI LITERAMI? Jak czytam te wszystkie informacje, ostrzeżenia i porady to mam takie wrażenie, że PRISM jest pierwszym takim projektem, że wcześniej Internet było oazą wolności i prywatności, a teraz nagle rząd USA chce położyć na tym łapy. Jasne.

W szóstym punkcie zajrzymy na własne, polskie podwórko. Jak myślicie ile razy w zeszłym roku policja, sądy, prokuratura i służby polskie sięgały po dane użytkowników telefonów polskich operatorów – billingi, dane abonentów i geolokalizację? Według różnych szacunków od 1,75 do 2,1 miliona razy! I to za zgodą i pełną współpracą firm telekomunikacyjnych, które zgodnie z przepisami prawa muszą takie dane gromadzić, archiwizować i przechowywać przez 12 miesięcy . A to tylko dane od telekomów, gdzie Google, Microsoft czy Facebook?

Puenta? Była na początku – nie dajcie się zrobić w chuja. Prywatność w Internecie nie istniała, nie istnieje i istnieć nie będzie. Wasza prywatność jest tylko w Waszych rękach. Poufne informacje przekazujcie „twarzą w twarz”, a nie za pomocą szyfrowanych połączeń poczty elektronicznej. Prywatne pliki przechowujcie na fizycznych nośnikach, a nie w modnych obecnie internetowych chmurach. Nie odłączajcie się od przydatnych Wam usług internetowych „bo oni łamią moją prywatność”, tylko kontrolujcie ją sami.

A wrzucając cokolwiek do sieci, nawet szyfrując dane, miejcie świadomość, że jeśli nie teraz to wraz z rozwojem technologii, ktoś te informacje może kiedyś odszyfrować, odczytać i wykorzystać.

Źródła:
Podstawowe informacje o „aferze” PRISM – http://antyweb.pl/google-apple-microsoft-i-inni-oddaja-wywiadowi-usa-wszystkie-nasze-dane-projekt-prism-ujrzal-swiatlo-dzienne/
Just how big are porn sites? – http://www.extremetech.com/computing/123929-just-how-big-are-porn-sites
http://pl.wikipedia.org/wiki/Echelon
http://panoptykon.org/wiadomosc/pogubieni-w-liczbach
Art. 27 ustawy z dnia 16 listopada 2012 r. o zmianie ustawy – Prawo telekomunikacyjne oraz niektórych innych ustaw

Ilustracja do wpisu: http://www.flickr.com/photos/williamcromar/5337486232/sizes/l/