Pin It

Od 20 minut w TVN24 dwóch panów kłóci się o ustawę aborcyjną, a od czasu do czasu odbiegają też do tematu zapłodnienia in vitro… Zresztą w ciągu kilku ostatnich dni ten temat znów odżył i znów sprawa niemalże demoniczna powstaje zza grobu, no bo niby w Polsce naszej pięknej sprawa ta jest już uregulowana przepisami. Więc o co chodzi tak naprawdę tym wszystkim, w ustach których słowo aborcja pojawia się wciąż i to w rozmaitych kontekstach. Można by nawet uznać, że aborcja to słowo klucz do wszystkich procesów czy to społecznych czy etycznych. Aborcja jako wyraz wolności i praw demokratycznych. Aborcja jako podstawa kręgosłupa moralnego i etyczny dogmat. Aborcja jako szatański pomiot. Aborcja, aborcja, aborcja…
A przecież nie dość, że w Polsce sprawa ta uregulowana jest choćby Konkordatem to pojawiają się jeszcze dwa, budzące moją watpliwość, problemy:

– w Polsce mamy jedne z najbardziej restrykcyjnych przepisów aborcyjnych. Aborcja jest dozwolona w ściśle określonych przypadkach – gdy ciąża jest wynikiem gwałtu, gdy stanowi zagrożenie dla życia matki lub gdy badania prenatalne wskazują na uszkodzenie płodu.
Zatem można powiedzieć, że aborcja służy głównie ratowaniu życia. Życia lub zdrowia matki, która w nosi w sobie mordercę – oto bowiem jej dziecko, które nosi we własnym łonie, przez cały czas pracuje na zgubę matki. Oczywiście musi to być potwierdzone badaniami medycznymi, ale w tej chwili przy obecnym poziomie techniki i medycyny lekarze są w stanie stwierdzić czy i w jakim stopniu dziecko zagraża życiu matki. Zatem co jest ważniejsze? Życie matki czy życie nienarodzonego dziecka? Czy w ogóle czyjeś życie jest ważniejsze?
Co w przypadku gdy dziecko jest upośledzone? Nie wiem jak wygląda opieka nad upośledzonym dzieciakiem ale mogę sobie wyobrazić ile pracy trzeba włożyć aby zapewnić takiej istocie w miarę normalne funkcjonowanie. Nie wiem czy jako potencjalny rodzic takiego dziecka zdecydowałbym się na jego wychowanie. Chyba jednak nie i w tym przypadku zwolennikiem jestem aby sprawę usunięcia takiej ciąży pozostawić w gestii rodziców. Raz, że nie każdy człowiek poradzi sobie choćby psychicznie z takim obciążeniem, dwa, że nie każdy da sobie radę fizycznie. Trzy – nie każdego na to stać.
Jeśli zaś chodzi o gwałt – to sprawa jest prosta. Kobieta decyduje czy ciążę usunąć, a sprawcę należałoby wykastrować (niestety takiej kary kodeks nie przewiduje, a szkoda).
– drugi problem – przepisy przepisami, a rzeczywistość swoje. Począwszy od tego, że Polska przegrała ostatnio dwa procesy związane z tym drażliwym tematem, skończywszy na tym, że odnoszę wrażenie, że lekarze boją się wykonywać zabiegi aborcji nawet jeśli są one uzasadnione. W oczach wielu lekarz wykonujący taki zabieg = morderca. Smutne. Oczywiście nie nalezy potępiać lekarzy, którzy opdmawiają wykonanie takiego zabiegu, bo pewnie wśród nich znajdują się i tacy, którzy uważają taki zabieg za watpliwy etycznie czy wręcz niezgodny z ich światopoglądem. Z drugiej jednak strony lekarz ma ratować życie pacjenta więc w pewnych przypadkach winien odłożyć swoje przekonania na bok?

Cała sprawa wybucha na nowo tylko nie wiem po co? Politycy znów zajmują się bzdurami i w zasadzie nie rozumiem – chcą zaostrzyć czy złagodzić warunki dopuszczające aborcje? Jesli nazbyt złagodzą może dojść do sytuacji gdy aborcja będzie traktowana jako forma antykoncepcji (wpadka w wieku lat 16 nie byłaby już problemem). Jeśli zbytnio zaostrzą (zakaz permanentny?) kwitnąć będzie podziemie aborcyjne, a domy dziecka pewnie przyjmą nowych wychowanków…

Obecne zapisy to, moim zdaniem, dość rozsądny kompromis. Ratuje życie matki gdy jest ono zagrożone, chroni życie poczęte. I tak mi się wydaje, że to nie Szatan mąci, a ktoś znacznie bardziej wstrętny…
Mąci polityka i polityce, którzy z zadziwiającą częstotliwością temat aborcji poruszają na nowo. Ot tak żeby sobie pogadać, pokłócić się kto jest idiotą, a kto tylko idiotą… Temat przyschnie i za miesiąc, dwa znowu o aborcji nikt nie powie w prime-time informacji telewizyjnych. Znajdzie się nowy temat, ale nowy nie znaczy lepszy. Można przecież jeszcze podnieść sprawę eutanazji (kolejne słowo jeżące włos na niektórych głowach), można wziąć pod lupę małżeństwa homoseksualne, a jak się znudzi gadanie o tym kto, co i gdzie wkłada to można podjąć sprawę dzieci w takich związkach.
Ja jeszcze proponuję sprawę legalizacji marihuany. Lepiej z legalną trawką w Polsce nie będzie, ale śmieszniej na pewno…

I tak się zastanawiam kiedy w końcu wszyscy – rządzący i opozycja – siądą razem i zamiast gryźć się po kostkach pomyślą co zrobić aby zwykłym szarakom żyło się lepiej.
Prędzej się chyba jednak doczekam legalizacji eutanazji, aborcji i oczywiście trawki, czego Wam i sobie życzę ;)